Czytałam o nim sporo pozytywnych opinii, więc jak jakieś pół roku temu pojawiła się możliwość wymiany starego tuszu na ten właśnie w Sephorze nie wahałam się ani trochę :) Łącznie wymieniłam aż 4. To tak, jakbym mniej więcej miała 2 całe tusze, bo próbki te były mniejsze.
Od dawna już używam prawie samych tuszy z gumową szczoteczką - zdecydowanie lepiej mi służą i rozczesują rzęsy, czasem oczywiście trafię na jakąś nowość, ale potem jestem zła, że nie wróciłam do mojego ulubieńca (MF False Lash). Clinique jednak bardzo pozytywnie mnie zaskoczył :)
Szczoteczka jest zwykła, dość podłużna i w sumie nie jakoś bardzo gruba, powiedziałabym, że "normalna".
Tusz ma kolor głębokej czerni
Najlepsza jest chyba konsystencja i jej zawdzięczamy dobrą jakość tuszu. Jest nie za gęsta i nie zbyt płynna, jest po prostu idealna :) Po jakimś czasie gęstnieje, ale to norma przy tuszach do rzęs ;) Wystarczy tak naprawdę jedna warstwa, aby ładnie pokryć rzęsy. Ale, że ja jestem zwolenniczką teatralnego looku rzęs, zawsze nakładam ich więcej :) Przy którejś warstwie rzęsy zaczynają się kleić, ale pomagam sobie szczoteczką do rzęs.
Na zdjęciach możecie zobaczyć efekty. Ja jestem bardzo zadowolona, stosowałam ten tusz przez dłuższy czas na zmianę z False Lash.
Jedno oko bez tuszu:
Z tuszem Clinique:
Moim ulubieńcem nadal zostaje MF, ale ten tusz bardzo sobie cenię i jeśli będę miała okazję to znów go dorwę :)
W cenie regularnej kosztuje ok. 100, uważam, że to sporo, biorąc pod uwagę, że Max Factor False Lash mam za jakieś 40 :D
